Ciekawostki

Zwiebacki starogdańskie sucharki na morzu

09 11 2012

Ponad dwa miesiące przetrwały na morzu w stanie nienaruszonym, nadając się wciąż do spożycia i zachowując walory smakowe, zwiebacki, starogdańskie sucharki wypiekane w firmie Piekarnia - Cukiernia "Pellowski" w Gdańsku. Smakowitymi sucharkami żywiła się załoga znanego gdańskiego klasycznego żaglowca "Antica", który 17 września powrócił z kolejnej, morskiej wyprawy. Przed wiekami, jak głosi legenda, zwiebacki zabrał w rejs gdański żeglarz Jan z Kolna, ponoć odkrywca w już roku 1476 lądu nazwanego później Ameryką.

- Podczas ostatnich rejsów, które zaczynały się w Gdańsku, odwiedziliśmy Bornholm i Rostock, uczestnicząc tam w wielkim zlocie żaglowców Hansa Sail 2009 - opowiada Jerzy Wąsowicz, właściciel i kapitan żaglowca "Antica". - Potem popłynęliśmy do Kopenhagi i innych portów duńskich, leżących nad Cieśniną Kattegat. Przed portem Hals zanieczyszczony przez brudne paliwo silnik odmówił posłuszeństwa. Stanęliśmy więc na kotwicy. Razem załogą rozebraliśmy cały układ paliwowy, aby oczyścić przewody, co nie było łatwe, bowiem morze było wzburzone. Miałem zamiar pożeglować jeszcze na Morze Północne. Nie chciałem jednak ryzykować, bo w przypadku ponownej awarii silnika powrót na Bałtyk pod samymi żaglami byłby bardzo trudny. W Cieśninie Kattegat, pod wyspą Anholt, dopadł nas silny sztorm. Przez 36 godzin staliśmy w dryfie, żeby przetrwać nawałnicę. Następnie popłynęliśmy do Flensburga. W pocie przetrwaliśmy kolejny silny sztorm. W drodze powrotnej do Gdańska zawinęliśmy do Allinge na Bornholmie. W porcie tym znowu zmagaliśmy się ze sztormem. Wiatr wiał ze wschodu. Co gorsze z powodu uszkodzonych śluz wejściowych, do portu wdzierały się wysokie fale. Cumowaliśmy na dziesięciu cumach po środku akwenu portowego, aby przetrwać. Na "Antice" wyrwany został duży fragment nadburcia z kluzą cumowniczą. Po dwóch dobach siła wiatru spadła i mogliśmy wyjść na morze. Żeglując pod wiatr dopłynęliśmy do Gdańska. W poszczególnych etapach rejsu wzięło udział łącznie 45 żeglarzy z Polski, Niemiec i Austrii.

Kpt. Wąsowicz zaznacza, że w czasie rejsu dużym urozmaiceniem w jadłospisie na żaglowcu były zwiebacki z firmy "Pellowski". Sucharki były podawane po śniadaniu, do kawy i bardzo smakowały żeglarzom. Dochodziło do tego, że wprost domagali się oni zwiebacków, gdy do kawy podano inne słodkie pieczywo czy ciastka. Mimo, że na żaglowcu pływającym po morzu panuje wilgotność nie sprzyjająca przechowywaniu żywności, a szczególnie pieczywa, sucharki w celofanowych opakowaniach przetrwały bez jakichkolwiek śladów pleśni czy innych uszkodzeń organicznych.

Suchary były pieczywem żeglarzy od czasów starożytnych. W wiekach XVII i XIX należały one do podstawowych produktów spożywczych na żaglowych statkach handlowych i okrętach wojennych. Na początku XIX stulecia w marynarce brytyjskiej te podstawowe artykuły żywnościowe stanowiły, razem z sucharami, solona wołowina i piwo. Stąd ten monotonny jadłospis marynarze nazwali dietą trzech "B" - bread (chleb), beef (mięso wołowe) i beer (piwo). Do tego produkty te nie były najlepszej jakości, a na morzu, zwłaszcza zaś w tropikach, szybko ulegały zepsuciu. Do tego suchary pobierano z portowych magazynów marynarki już mocno zleżałe i twarde. Marynarze określali je dosadnie "dachówkami z Liverpoolu". Na okrętach w sucharach zalęgały się robaki. Wypukiwanie ich przed spożyciem zaliczało się do stałych rytuałów marynarskich.
Zupełnie innym rodzajem sucharów są zwiebacki. Prof. Jerzy Samp przypomniał legendą, która związana jest z ich pojawieniem się w Gdańsku. Otóż prze półwieczem przybył do grodu nad Motławą mistrz piekarski Gregor. Interesy szły mu niezbyt dobrze. Jednak za radą znanego mu żebraka udał się po poradę do starej wieszczki Sary, mieszkającej samotnie na wydmach nadmorskich. Zgodnie z jej radą, Gregor zaczął wypiekać tanie sucharki w formie fląderek. Mogły one leżeć długi czas w glinianych naczyniach, nie tracąc walorów smakowych i odżywczych. Sucharki kupowali więc także marynarze, wyruszający na morze. Pewnego dnia piekarza odwiedził przybysz, mający na imię Jan, pochodzący z pobliskiego Kolna (wtedy Kielna). Wybierał się on w daleki rejs i potrzebował trwalej żywności. Poradził się on również wieszczki Sary, a ta powiedziała, aby zabrał na pokład swojego żaglowca sucharki mistrza Gregora, bo pozwolą one przetrwać żeglarzom długą wyprawę bez zawijania do portów. Przepowiedział Janowi także, że dotrze do nieznanego lądu. Tym nieznanym lądem okazała się późniejsza Ameryka.

"Niestety, podczas którejś z wojen zaginęła gdzieś receptura smacznych zwiebacków. Dopiero niedawno trafiono na nią podczas prowadzonych na Starym Mieście prac wykopaliskowych, a następca wytwórcy sprzed wieków, także mistrz Grzegorz, mógł po wiekach wznowić ich produkcję. Jej efekt warto zresztą ocenić samemu" - napisał pof. Samp.

 
powrót

Przyjęcia komunijne

U Pellowskiego zorganizujesz udane przyjęcie komunijne. Do Państwa dyspozycji oddajemy elegancji lokal na ul. Rajskiej w Gdańsku. Skontaktuj się z nami

Słodki upominek

Nie masz pomysłu na prezent dla bliskiej Ci osoby?
Zamów Słodki Upominek

Gdzie kupić?

Nasza główna siedziba mieści się przy ul. Podwale Staromiejskie 82 w Gdańsku.
Czytaj więcej